Biznes muzyczny, PRAWO, PRZEMYSŁ MUZYCZNY

Status artysty zawodowego – nie wylejmy dziecka z kąpielą

Status artysty zawodowego 😈😈😈 Ależ się zrobiło zamieszanie. Jedni krzyczą o powrocie PRL, inni, że nie ma problemu. Nie mają racji jedni i drudzy! Już tłumaczymy.

Owszem, historycznie Krzysztof Komeda nie został przyjęty do ZKP i ZAKR (polskie stowarzyszenia kompozytorów) już po napisaniu „Astigmatic”, a niedługo przed napisaniem muzyki do nagrodzonego Oskarem filmu Romana Polańskiego „Rosemary’s Baby” (za muzykę do tego filmu dostał nominację do nagrody Golden Globe).

Zgoda, czasy dla artystów są inne (wolny rynek i demokracja), OZZ-y są także inne (zaręczamy), ale jak wiemy, z wielu innych powodów, porównania do czasów PRL są coraz powszechniejsze.

Tym bardziej rozumiemy oburzenie i niezrozumienie o co chodzi w projekcie ustawy „o statusie artysty zawodowego”.

Postanowiliśmy wyjaśnić tę kwestię dokładniej, albowiem w sprawie dotyczącej planowanej weryfikacji zawodu artysty DOSZŁO DO KLASYCZNEGO NIEPOROZUMIENIA, co grozi „wylaniem dziecka z kąpielą”.

Problem polega GŁÓWNIE na:

– użyciu słowa „weryfikacja” (co przypomina ów PRL);

– niezrozumieniu, że „weryfikacja” jest niezbędna JEDYNIE do wypłacania EMERYTURY (której artyści nie mają – inni płacą ZUS i mają emerytury – artyści nie) oraz ew. innych ulg i dopłat, zaś pozostali artyści (amatorzy) BĘDĄ MOGLI nadal działać zawodowo, i twórczo i zarobkowo;

– niejasnym zapisie o weryfikacji „kto jest, a kto nie jest artystą zawodowym” (jest kilka wątpliwości – o tym poniżej);

– na niewiedzy, że weryfikacja gł. ma być przeprowadzona poprzez oświadczenia o dochodach;

– niewiedzy o tym, że w Radzie Funduszu (Polska Izba Artystów) aż 14 na 19 członków – to przedstawiciele środowiska artystycznego;

– na niewiedzy, że od 2 dni komentowana jest stara wersja – już nieaktualna – projektu ustawy (z grudnia 2018 roku);

– jeszcze bardziej niejasnym zapisie w programie wyborczym partii rządzącej, przez co zbiera ona za to teraz niemałe cięgi (wiemy z dobrze poinformowanych źródeł, że uzgodnienie było inne, zatem wywołało to konsternację wielu twórców nowego prawa – niedługo ma się ukazać oficjalne oświadczenie w tej sprawie).

__________________________________

Linki do aktualnego projektu ustawy z 11 września 2019 r.:

http://konferencjakultury.pl/_admin/stuff/Projekt_ustawy_o_statusie_artysty_zawodowego_11.09_.2019_.pdf

https://drive.google.com/open?id=1tAjt64DsrI9ECQymlmrFnJk5toyneQOj

__________________________________

Słowem – nie jest diabeł taki straszny, jak go malują. Zarazem wcale nie jest tak, że nie ma problemu. Nadal są w tej sprawie tematy wymagające dopracowania.

__________________________________

ROZWINIĘCIE:

Mało kto rozumie, że jest to szalenie potrzeba ustawa emerytalna dla twórców i artystów (wszelkiej maści autorów, reżyserów, muzyków, filmowców, aktorów, pisarzy, malarzy  itd. itp.), a komentowany projekt ustawy powstał – i jest znany – od grudnia 2018 roku. Dzisiaj jednak ma zupełnie inne brzmienie.

Osoby zawodowo prowadzące działalność twórczą i artystyczną, a nie posiadające tytułu do ubezpieczenia społecznego, będą opłacać składki takie, jak przy płacy minimalnej – zaś resztę emerytury dopłaci rząd z nowo powstałego Funduszu, na który zrzucą się podmioty gospodarcze pośrednio czerpiące dochody dzięki twórczości (o tym za chwilę – nie jest to nowa opłata!).

Wg tego projektu, o statusie zawodowego artysty decydowałyby albo dyplom uczelni artystycznej II stopnia (co wg niektórych nie jest do końca zgodne z przepisami UE) lub dorobek artystyczny, jedynie potwierdzony zaświadczeniem z właściwej organizacji zbiorowego zarządzania (tu problem mają np artyści wizualni, bo w ZPAP ich ubywa, a w praktyce jest ich coraz więcej).

Istotne, jak podkreślają specjaliści, jest to, by status ten był dedykowany artystom profesjonalnym, którzy czynnie wykonują swój zawód. A nie każdemu, kto np. uzyska dyplom, a jednak postanowił pracować np. jako prawnik lub w jakimś innym biznesie. Wskazuje się (najnowsza wersja projektu zakłada coś podobnego – tak twierdzi m. in. Zygmunt Miłoszewski!), że lepszym rozwiązaniem byłoby zadeklarowane i opisane doświadczenia zawodowe weryfikowane za pomocą PIT, takie rozwiązanie funkcjonują z powodzeniem w kilku krajach UE.

Zapewne można pomyśleć o połączeniu tych kilku metod weryfikacji i dać artystom wybór. OZZ także mają mechanizmy, by sprawdzić aktywność zawodową swoich członków. Ale prawdą jest, że nie wszyscy działają wedle tych mechanizmów.

Stąd wg najnowszego projektu ma decydować dorobek – nie trzeba być członkiem OZZ (wystarczy ich zaświadczenie) i nie trzeba mieć dyplomu. Po trzech latach od otrzymania statusu zawodowego artysty, weryfikacja delikwenta (tu pojawia się po raz pierwszy to słowo) ma się odbywać poprzez sprawdzenie dochodów czerpanych z zawodu artysty – na podstawie oświadczenia o dochodach.

Jeszcze inna sprawa to klasyfikacja zawodów artystycznych. Niejasna w niektórych przypadkach. Podczas badań, kiedy liczono ilu jest artystów w Polsce – był to główny problem, rodzący sporo nieporozumień (szczególnie wśród plastyków i w ramach sztuk ludowych, ale też np. krytycy muzyczni piszący książki nie podlegają pod żadną z klasyfikacji), itd., itd. Tu receptą jest wyłącznie dialog i konsultacje.

No i przypomnijmy – nie dotyczy to nowe prawo osób – artystów prowadzących działalność gospodarczą. Dotyczy wszystkich tzw. „nieuregulowanych”, czyli zawieszonych w próżni.

__________________________________

Widać gołym okiem, że należało inaczej zapisać tę „weryfikację”, zaś znając wrażliwość środowiska artystycznego, także porządnie skonsultować i profesjonalnie zakomunikować nowy projekt. A nade wszystko nie używać nieprecyzyjnych haseł przedwyborczych…

Dopisanie do programu partii rządzącej niejasnego zapisu o uregulowaniu zawodu artysty (nie pisząc o świadczeniach emerytalnych, nie pisząc o tym, że amatorzy mogą nadal działać „po staremu”) także nie pomogło. Wywołało to uzasadnione protesty i porównania do przedwyborczego projektu weryfikacji dziennikarzy. Przypomniało też wielu czasy PRL. Nie należy się temu dziwić. Jest to naturalna reakcja na takie nieporozumienie.

__________________________________

Zaczął znienacka Tomasz Skory dziennikarz RMF FM w rozmowie na Twitterze ze Zbigniew Hołdys – alarmując: https://twitter.com/tomaszskory/status/1173602444745609216

Wywołał do tablicy Zbyszka, sugerując weryfikację „kto może uprawiać zawód artysty, a kto nie”. Screeny wydawały się to potwierdzać (były jednak wybiórcze wraz z linkiem do starej wersji ustawy sprzed 10 miesięcy). Pomimo próśb Hołdysa o doprecyzowanie o jaki fundusz chodzi (nie miał pojęcia), nie było odpowiedzi dziennikarza i doprecyzowania tematu.

W tzw. międzyczasie ukazał się artykuł o tym punkcie programu wyborczego, albowiem „Dziennik” dostrzegł podobieństwo do zapowiadanej weryfikacji dziennikarzy > link: https://kultura.dziennik.pl/news/artykuly/607873,program-pis-artysta-karta-artysty.html

Tak jak piszemy, sprawa jest bardziej złożona. Doszło do pomieszania tematów, bo zawód artysty wymaga nowej ustawy. Jest on nieuregulowany na czym tracą sami artyści, ale TAK – niewątpliwie niektóre zapisy (ten o weryfikacji szczególnie) są kontrowersyjne i co najważniejsze: NIE  – nie mówi to nowe prawo niczego o niedopuszczeniu do zawodu.

__________________________________

Artyści w pierwszym odruchu od razu zaprotestowali, co nie dziwi, tak działa dzisiaj internet i media społecznościowe – zobaczyli w tym projekcie powrót do PRL i zareagowali. Np. Wojtek Sokół nie zostawił suchej nitki na projekcie. Krzysztof Skiba także mocno zaatakował > link: https://www.facebook.com/KrzysztofSkibaFanPage/photos/a.774611949262547/2532184943505230.

Tak jak piszemy, zareagowali naturalnie, nie dziwi nas to za bardzo, acz dopiero Zbigniew Hołdys, popytał, przeanalizował ustawę i wyłożył we wtorek (17-09), jaki jest wg niego cel nowego prawa.

Napisał on na swoim wall’u na FB tak (jest to de facto odpowiedź na twitta T. Skorego, wcześniejsze odpowiedzi zaś pisał – jak twierdzi – wprowadzony w błąd):

„Kochani Artyści, Twórcy, Aktorzy!
Kolportowany w sieci skrawek projektu PIS o tzw „statusie artysty zawodowego” dotyczy WYŁĄCZNIE SPRAW EMERYTALNYCH! Zero politycznych szykan! Mnie chyba nie możecie posądzić o obronę PISu.

Wielu artystów przez lata pracowało na umowy o dzieło, jako wolni ludzie, żyli z praw autorskich, bez składek na ZUS, bo w latach 70-tych czy 80-tych ub wieku ZUSu nie było, usług artystycznych jako działalności gospodarczej też nie. Co z nimi zrobić?

Od 1991 bodajże roku trzeba iść do Komisji Zaopatrzenia Emerytalnego Twórców z pilikiem papierów z różnych miejsc pracy przez lata, tu grałem koncert, tam miałem wystawę, tu są recenzje z gazet, tu zaświadczenie ZASP – i tak się wylicza zaległe składki. Setki artystów otrzymało na tej podstawie emerytury, ja dostałem, Cugowski, Rodowicz, Krzysztof Skiba też dostanie za hulanie w latach 80-tych. Potrzebne będą kwity dowodzące, że się artystą tu i tam było, żeby byle chłystek nie przyszedł i nie powiedział „a ja grałem i śpiewałem… gdzie? na podwórku”.

Macie tu cały artykuł na ten temat. Dziwi mnie, że nie zaintrygowało Was w tych planowanych kiedyś przez PIS przepisach słowo „Fundusz”. To o fundusz EMERYTALNY CHODZI. Czytajcie, na miły bóg uważnie. Bez tego Funduszu i niskich składek na ZUS też możecie grać, tyle że bez emerytury. Finito.”

Zbyszek zacytował artykuł z lutego 2019 roku z Rzeczpospolitej > link: https://www.rp.pl/Praca-emerytury-renty/302149943-Minister-Glinski-artysci-beda-mogli-placic-niskie-skladki-na-ZUS-i-panstwo-im-doplaci.html

Link do postu Z.H. > https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=2325830614133259&id=100001190308367

Drugim artystą, który sensownie tłumaczy o co chodzi, jest pisarz Jacek Dehnel, tu jego komentarz > link: https://www.facebook.com/524664913/posts/10157680269259914

Kolejny ważny głos w sprawie wyraził Zygmunt Miłoszewski, który jako sekretarz Unii Literackiej brał udział w pracach nad nową ustawą jako reprezentant świata literatury > link: https://www.facebook.com/Zygmunt.Miloszewski/posts/2558679014198866 – oto co napisał (fragment):

„Piekło zamarzło. Miesiąc przed wyborami muszę stanąć w obronie ministra Piotra Glińskiego. Dziwnie.

Od kilku dni jest chryja w internetach, która się bezrefleksyjnie przeniosła do mediów, że PiS będzie dawał artystom legitymacje, a bez bumagi ani się książki nie wyda ani koncertu nie da w domu kultury i w ogóle dno.

Wszystko to nieprawda.

  1. Od dwóch lat trwają prace nad ustawą o statusie artysty. Na zlecenie MKiDN robi to Narodowy Instytut Fryderyka Chopina we współpracy z przedstawicielami kultury. Jako sekretarz Unii Literackiej biorę udział w tych pracach jako reprezentant świata literatury. Nikt nikogo nie zaskoczył, ustawę znamy i uważamy ją za rewolucyjną w pozytywnym sensie i wyczekiwaną od trzydziestu lat.
  2. Ustawa miała od początku jeden cel: ujęcie artystów w systemie ubezpieczeń społecznych. Mało kto wie, że dziś nie mamy możliwości samodzielnego ubezpieczenia się.
  3. Nieprawda, że ministerstwo będzie wydawało jakieś pozwolenia na sztukę. Każdy może sobie tworzyć jak i kiedy chce, ustawa nie ma NIC wspólnego z wolnością działalności twórczej.
  4. Wejście w system i uzyskanie statusu artysty jest w stu procentach dobrowolne. Można sobie być ubezpieczonym przy żonie i malować dalej. Albo założyć firmę. Luz.
  5. Nieprawda, że jakieś grono pisowskich wujów będzie oceniać, kto zasługuje na status artysty, bo maluje w złotych ramach, a kto nie, bo obiera ziemniaki w Zachęcie. Wejście w system nie jest jakościowe, tylko ilościowe – trzeba mieć określony dorobek. Nie trzeba być też członkiem żadnego stowarzyszenia, żeby ono taki dorobek potwierdziło. Mało tego, każdy może się odwołać do Rady, w której 14 z 19 członków wybieramy my sami, a nie minister.
  6. Po wejściu w system zostaje się w nim na podstawie deklaracji, że określony procent dochodów pochodzi z działalności twórczej. Ponownie, nie ma tu elementu oceny. To system dla artystów zawodowych, którzy poświęcają życie na tworzenie polskiej kultury. Niezależnie od tego, czy grają w filharmonii czy śpiewają disco polo.
  7. Nie tworzymy świętych krów, artyści będą normalnie płacić składki. Jedynie twórcy z niskimi dochodami będą mogli dostać dopłatę do składki na ubezpieczenie. Aby uniknąć oskarżenia o wyciąganie ręki do budżetu, fundusz dopłat będzie finansowany z istniejącej opłaty od tzw. czystych nośników, mini-podatku ukrytego w cenie mediów umożliwiających kopiowanie i udostępnianie dóbr kultury.”

Głos zabrali wreszcie eksperci tworzący tę ustawę > link: http://www.konferencjakultury.pl/

Swoje oświadczenie (polecamy lekturę całości) zakończyli apelem:

„Projekt w chwili obecnej nie wszedł jeszcze na etap oficjalnych konsultacji społecznych rozpoczynających formalny proces legislacyjny, dlatego w imieniu reprezentowanych przez nas artystów i twórców apelujemy o zaprzestanie niepopartych rzetelną analizą działań dezinformacyjnych i ewentualne podjęcie rzeczowej dyskusji.”

Wśród sygnatariuszy oświadczenia znalazła się między innymi Magdalena Lankosz w imieniu Związku Zawodowego Reżyserów Polskich – Gildii Reżyserów Polskich. Dla łowców sensacji oraz teorii spiskowych dodajmy jeszcze, że w rzeczonym gronie ekspertów nie ma nikogo z ZAiKS-u.

Reasumując, czy sądzą Państwo, że takie postaci jak Hołdys, Miłoszewski, Dehnel i Lankosz to piewcy „dobrej zmiany”? Miłośnicy PRL? Zapewniamy, że nie.

__________________________________

Szansa, że ta ustawa zostanie wprowadzona i tak nie jest – wg naszych informacji – duża. W każdym razie trzeba się o to jeszcze pobić.

Po pierwsze, ten rząd (jak i wiele poprzednich – co należy dodać uczciwie) nie jest aż tak bardzo za pomaganiem artystom, a po drugie – nowa ustawa jest powiązana z opłatą od czystych nośników (wraz z dopisaniem smartfonów i tabletów – tu warto podkreślić, że na chwilę obecną jedynie w Polsce i Luksemburgu urządzenia te nie są dopisane do listy czystych nośników, przez co twórcy i artyści stracili już ok 3 mld PLN!).

Wedle nowej ustawy 45% tej opłaty trafiałoby na fundusz EMERYTALNY dla artystów właśnie. Reszta do OZZ – jak dotychczas. Wysokość tej opłaty wzrosłaby w związku z tym z dotychczasowych 3% do 6%.

Związek importerów i producentów urządzeń elektronicznych (ZIPSEE) od lat skutecznie lobbuje w Polsce, blokując dopisanie przez kolejne rządy smartfonów i tabletów na listę. Po 2015 roku ich lobbing jest nadal skuteczny.

Efekty ich działania widzimy także teraz. Gdzie mogą, tam kombinują. Dwa przykłady:

  1. W Artykule 56 projektowanej ustawy czytamy o źródłach Funduszu Wsparcia Artystów Zawodowych. Znajduje się tam zapis zmieniający Art. 20 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, w jego ramach w pkt 4) czytamy o wpływach „nieprzekraczających” 6% (od sprzedaży urządzeń). Byłby to wytrych do płacenia mniej przez zobowiązane do tego podmioty gospodarcze. Należy zapisać 6% bez dopisku „nieprzekraczającej”.
  2. Wedle tego samego Artykułu 56 – czytamy w pkt. 5, iż minister kultury „określi, w drodze rozporządzenia: szczegółowe rodzaje urządzeń i nośników oraz wysokość opłat, o których mowa w ust. 1, kierując się zdolnością rodzajów urządzeń i nośników do zwielokrotniania utworów, jak również ich przeznaczeniem do wykonywania innych funkcji niż zwielokrotnianie utworów, sposób pobierania i podziału opłat (…)”. Dlaczego pojawił się taki zapis? Wg naszej opinii byłby to ew. wytrych by np. wyłączyć telefony z tej opłaty, a także by zmienić – np. obniżyć – wysokość opłaty poniżej 6%. Istnieje takie niebezpieczeństwo.

Tu widzimy główny problem.

__________________________________

Zawodowi artyści to tacy, którzy są czynni zawodowo. Weryfikacja „zawodowego artysty” WŁAŚCIWIE zapisana i skonsultowana ze środowiskiem artystycznym JAKAŚ koniec końców być musi i tak – nie unikniemy tego. Inaczej dojdzie do rozszczelnienia systemu i finalnie nie wystarczy środków.

Niemniej, to podkreślmy, artystami na dotychczasowych zasadach bez dopłat, ulg i emerytury – będzie można być nadal. Nie ma mowy o zakazie wykonywania zawodu!

Bez statusu artysty zawodowego (i bez karty artysty) można będzie prowadzić zawodowo działalność artystyczną.

__________________________________

UWAGA! Trzeba wiedzieć, że weryfikacja artystów w PRL to była robota związku zawodowego, by dostać odpowiednie stawki i by wyjeżdżać za granicę. Dopuszczanie do członkostwa w OZZ to było co innego. Później zaiste były weryfikacje i dziennikarzy i artystów w stanie wojennym stricte polityczne, etc. Tego się boją dziennikarze dzisiaj. Później od początku lat 90. artyści funkcjonujący do 89 roku byli weryfikowani do emerytur, acz po 91 roku trzeba było samemu dobrowolnie opłacać ZUS po najniższej stawce (od pewnego momentu trzeba było założyć działalność gospodarczą).

To – dzisiaj używane – słowo „weryfikacja” może wprowadzać w błąd, bo można je rozmaicie odczytywać. Acz ciężko nie używać tego słowa w kontekście zawodowego artysty.

__________________________________

Warto zakończyć przypomnieniem, że wcale nie jest tak różowo i wcale nie jest tak, że nie ma problemu.

O tę nową ustawę trzeba dopiero powalczyć, popracować nad tą „weryfikacją:, skontrolować kto stworzy ową Izbę i Fundusz (w tym radę tychże) i np. doprecyzować klasyfikację artystów…

A nade wszystko należycie zabezpieczyć dokładnie (!!!) 6% od importerów i producentów smartfonów. Bez wytrychów dla ZIPSEE. I nadal wyjaśniać środowisku „o co chodzi”.

Jest co robić!
Stanisław Trzciński

 

źródło: http://www.facebook.com/STXMusic
autor: Stanisław Trzciński
fotografia: Shutterstock