Biznes muzyczny, PRZEMYSŁ MUZYCZNY, Uncategorized

Największe wytwórnie podpisują 50 artystów miesięcznie. Nie za dużo?

To statystyka, której nie mogę wyrzucić z głowy.

W 2017 roku, według raportu amerykańskiej grupy muzycznej RIAA, największe firmy fonograficzne podpisały łącznie 658 kontraktów, czyli o 12 procent więcej niż w 2014 roku. W 2019 roku liczba ta (sądząc po uruchomieniu kolejnych wytwórni płytowych w Warner Music i Sony Music) musiała ponownie wzrosnąć.

Nawet na poziomie z 2017 roku, sugeruje to, że największe firmy fonograficzne – Universal, Sony i Warner – podpisują codziennie umowy z przeciętnie dwoma artystami.

Kolejna statystyka z 2017 roku, tym razem od światowej organizacji handlowej IFPI, pokazuje, że te same firmy fonograficzne wydały w tym samym roku 4,1 miliarda dolarów na A&R (pieniądze potrzebne na podpisanie umowy z artystami oraz na rozwój i nagrywanie ich muzyki). Wynosi to około 11 milionów dolarów dziennie.

Jeszcze raz: 11 milionów dolarów wydaje się co 24 godziny, aby podpisywać umowy z prawie dwoma artystami dziennie lub ponad 50 artystami miesięcznie. Czy to brzmi dla ciebie jak rozsądne zachowanie komercyjne?

Niektórzy by się spierali, tak, to prawda: największe firmy fonograficzne, można by sądzić, że odpowiadają całkowicie pragmatycznie na dwa zestawy współczesnych zjawisk rynkowych, które zmniejszają ryzyko ich pozycji: (1) ich rosnące zyski ze strumieniowania, umożliwiające odważniejsze spekulacje finansowe na artystach; oraz (2) nieustanny dochód zapewniany przez Spotify, dostarczający „długi ogon” dochodów z każdego kontraktu, w przeciwieństwie do jednorazowego paradygmatu sprzedaży płyt CD/download z minionych lat.

Inni jednak postrzegają sprawy inaczej. Czy te wytwórnie płytowe mogą naprawdę działać na optymalnym poziomie z dwoma nowymi artystami dziennie, aby rozwijać się, nagrywać, promować i sprzedawać? Czy jest to naprawdę najlepsza rzecz dla artystów, i jakakolwiek gwarancja trwałej uwagi, jakiej potrzebują, aby przebić się przez rynek?

Jedna z najbardziej wpływowych postaci światowego przemysłu muzycznego dostarczyła ostatnio trochę materiału do przemyśleń w tej sprawie. Jody Gerson pracuje po stronie wydawniczej przemysłu, w jednej z jego najpotężniejszych firm: jest prezesem zarządu i przewodniczącą Universal Music Publishing Group, firmy, która co roku obraca ponad miliard dolarów (i tak się składa, że jest również pierwszą kobietą, która jest dyrektorem generalnym dużej międzynarodowej firmy muzycznej w historii.)

Gerson wie, o czym mówi, jeśli chodzi o A&R: W ciągu ostatnich dwóch dekad podpisała umowy z takimi artystami jak Billie Eilish, Lady Gaga, Post Malone, SZA i Alicia Keys. Gerson i jej zespół A&R szczycą się tym, że wcześnie wspierają konkretne talenty i angażują się w nie jako priorytety na cały rok (jej najnowszy kontrakt z dużymi pieniędzmi dotyczył nowej hiszpańskiej gwiazdy Rosalíi, pamiętaj o jej imieniu.)

„Myślę, że to niefortunne, że ludzie nie zawsze mają czas, aby rozwinąć się w coś wielkiego” – powiedziała Gerson w nowo wydanym magazynie Music Business USA o rekordowym biznesowym A&R w erze strumieniowej. „Wszystko jest po prostu o wiele szybsze.

„Jedna wielka różnica polega na tym, że przemysł wpadł na pomysł, że musimy nadal prowadzić dystrybucję i platformy [strumieniowe]. Ale muzyki, która może być genialna jest tylko tyle ile jest”.

Gerson trafia w ciekawy punkt: Czyjej agendzie naprawdę służy mnogość podpisów, które wytwórnie nagraniowe podpisują co tydzień? Jednym z głównych beneficjentów, jak sugeruje, jest streaming usług, takich jak Spotify i Amazon Music, które co siedem dni otrzymują świeże menu z nowymi utworami są w stanie wykorzystać ten przenośnikowy pas treści do wprowadzania na rynek własnych platform abonamentowych.

Ale czy to tsunami nowych artystów, które również kanibalizuje uwagę konsumentów, nie utrudnia czasem dużym wytwórniom fonograficznym osiągnięcie celu numer jeden: sprawienie, by opinia publiczna troszczyła się o kilku nowych, przebojowych artystów i wydała na nich pieniądze? Jeśli co miesiąc podpisujesz ponad 50 kontraktów jako wytwórnia, czy aby nie niszczysz swojej szansy na to, żeby dać jednej specjalnej gwieździe tlen, którego potrzebuje, aby rozkwitnąć?

Z pewnością warto wziąć pod uwagę fakt, że Billie Eilish, niewątpliwie przełomowa artystka 2019 roku, została podpisana i opracowana przez quasi-niezależną wytwórnię płytową, L.A.-based Darkroom, zanim duża wytwórnia Interscope zaangażowała się mocno we wspólne przedsięwzięcie. Jako taka, na etapach formacyjnych swojej kariery – kiedy zbudowano główną bazę fanów, która miała napędzać ją do supergwiazdy – Eilish skorzystała z niezakłóconej uwagi mniejszej wytwórni płytowej, która nie musiała się martwić o morze innych artystów na swoim planie.

Dla największych koncernów fonograficznych (Universal, Sony i Warner), wolumen ich rocznych podpisów jest bezpośrednio związany z długoletnim znakiem rozpoznawczym branży muzycznej: udziałem w rynku.

Według MIDiA Research, w zeszłym roku na całym świecie, główne wytwórnie dystrybuowały muzykę, która pochłonęła ponad dwie trzecie światowego udziału w rynku cyfrowym na zasadzie przychodów. Obecnie Spotify jest gospodarzem prac ponad 3,9 miliona „twórców”, którzy codziennie przesyłają łącznie prawie 40 000 utworów do serwisu, jakiekolwiek spowolnienie w podpisywaniu i wydawaniu umów przez główne wytwórnie nieuchronnie przeniosłoby udział w globalnym rynku na rozrastającą się społeczność artystów DIY – samowystarczalnych (co zgodnie z przewidywaniami ekspertów i tak będzie miało miejsce w ciągu następnej dekady).

Dlaczego ta potencjalna utrata udziału w rynku naprawdę ma znaczenie? To dyskusyjne. Z pewnością ma to znaczenie w przypadku pomiarów wewnątrzbranżowych: Niektórzy główni członkowie kadry zarządzającej dużych firm fonograficznych nadal są oceniani (i nagradzani) na podstawie wyników osiąganych przez ich wytwórnie w zakresie udziału w rynku. Prawdopodobnie ma to również znaczenie dla pieniędzy z „Black Box”, otrzymywanych również przez największe firmy muzyczne.

Black Box” rozumiemy gotówkę dostarczaną do wytwórni i wydawców z różnych źródeł – prawnych, nadawców i usług cyfrowych – której nie da się łatwo rozliczyć z artystami. Na przykład, w zeszłym roku Facebook został poinformowany, że zapłacił głównym wytwórniom fonograficznym zaliczki pieniężne za korzystanie z ich muzyki na swojej platformie, przy czym wielkość tych zaliczek została rozdzielona na podstawie udziału w rynku.

Być może największym zagrożeniem związanym z ogromną liczbą artystów podpisywanych obecnie z wytwórniami płytowymi jest po prostu kwestia zaangażowania.

Branża obfituje w historie artystów, którzy popełnili pierwsze błędne kroki w kampanii, a następnie, po otrzymaniu drugiej szansy (i drugiej fali inwestycji) od swojego partnera – wytwórni, trafili w samo sedno. Czy przemysł podpisujący umowy z 658 artystami rocznie będzie mniej skłonny do tego, by tak się zachowywać, a nie tylko przechodzić do następnego artysty przy pierwszych oznakach kłopotów?

Ian Montone jest menadżerem takich artystów jak Vampire Weekend i Jack White, z którymi z powodzeniem współpracuje z takimi artystami jak Columbia i XL.

Jednak przy innych okazjach, Montone widział, jak wytwórnie płytowe odwracają uwagę od swoich wykonawców po początkowym komercyjnym załamaniu – zachowanie, które prawdopodobnie będzie wzrastać, gdy liczba kontraktów w nowych wytwórniach płytowych wciąż rośnie. Montone mówi: „Byłem na spotkaniach w wytwórni, kiedy dosłownie powiedzieli: „Przepraszam, piosenka nie działa”. Piosenka wyszła dosłownie wczoraj – o czym ty mówisz? „Nie ważne, przeczytaliśmy liczby , zostawiamy to za soba i ruszamy dalej”.

Dodaje: „Lubię, kiedy [wytwórnie płytowe] reagują na tę sytuację, zakasując rękawy, kopiąc i pamiętając, dlaczego wszyscy jesteśmy tutaj na pierwszym miejscu”.

źródło: musicbusinessworldwide.com
tł. Beata Ejzenhart