Biznes muzyczny, PRAWO, PRZEMYSŁ MUZYCZNY

Dyrektywa w sprawie praw autorskich tworzy sprawiedliwsze partnerstwo pomiędzy twórcami i dużymi technologiami

Poniższy tekst pochodzi od Gadi Oron‘a (na zdjęciu), dyrektora generalnego CISAC (Międzynarodowej Konfederacji Stowarzyszeń Autorów i Kompozytorów). Z 239 stowarzyszeniami członkowskimi w 122 krajach, CISAC reprezentuje ponad 4 miliony twórców ze wszystkich regionów geograficznych i repertuaru artystycznego, w tym muzykę, sztukę audiowizualną, dramat, literaturę i sztukę wizualną.


Przyjęcie w zeszłym tygodniu przez Parlament Europejski dyrektywy UE w sprawie praw autorskich podnosi chmurę, która od wielu lat unosi się nad twórcami i branżą twórczą.

Twórcy od lat obserwują rozwój globalnych platform cyfrowych wykorzystujących ich dzieła, dyktujących warunki, gromadzących ogromne dochody i płacących im prawie nic w zamian. Teraz, dzięki dyrektywie, decydenci polityczni pomogli przywrócić równowagę na rynku.

Jednak pomimo kontrowersji wokół debaty, nowa dyrektywa nie musi dotyczyć zwycięzców i przegranych; naprawdę chodzi o zapewnienie większej uczciwości w symbiotycznym partnerstwie pomiędzy wielkimi technologiami a społecznością twórczą.

Internet zmienił się od czasu, gdy dwadzieścia lat temu ustanowiono ostatnio międzynarodowe przepisy dotyczące praw autorskich dla świata cyfrowego. YouTube, Facebook i dzisiejsi światowi giganci technologii nawet nie istnieli. Uaktualnione przepisy prawne były spóźnione, pomagając przywrócić równowagę, która rozwinęła się pomiędzy siłą tych gigantów technologicznych z jednej strony, a prawami twórców, z drugiej strony.

Dyrektywa to osiąga. Dostosowuje ona istniejące przepisy dotyczące praw autorskich do dzisiejszego krajobrazu cyfrowego. Tworzy sprawiedliwsze środowisko, osiągane poprzez zapewnienie bardziej zrównoważonych relacji negocjacyjnych pomiędzy artystami, autorami i kompozytorami, którzy tworzą dzieła twórcze, a platformami cyfrowymi, które kontrolują ich dystrybucję.

Co zatem zmienia dyrektywa UE?

Po pierwsze, po prostu wyjaśnia ona, że platforma treści generowanych przez użytkowników (np. YouTube), na którą konsumenci przesyłają utwory, obrazy lub inne treści kreatywne, podlega prawom autorskim i musi być licencjonowana przez twórców, tak jak inne platformy cyfrowe (od Spotify i Amazon po Apple i Netflix).

Patrząc na YouTube, największego na świecie dostawcę muzyki z blisko 2 miliardami użytkowników, może się to wydawać oczywistą, niekontrowersyjną propozycją. Organizacje CISAC na całym świecie pobierają tantiemy dla twórców o wartości prawie 10 mld euro rocznie – ale tantiemy z YouTube stanowią znikomy procent tej kwoty. Dane z szerszej branży muzycznej pokazują tę samą anomalię brutto.

Przyczyną niedopasowania jest słaba pozycja negocjacyjna twórców w zakresie licencjonowania ich utworów. YouTube mógł domagać się zwolnienia z praw autorskich, twierdząc, że nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane w jego sieci i że jest chroniony przez zasady „bezpiecznej przystani”.

Nowa dyrektywa to wyjaśnia: YouTube i inne platformy treści umieszczanych przez użytkowników są odpowiedzialne, muszą być licencjonowane i nie mogą już dłużej ukrywać się za przestarzałymi zasadami. Jest to bardzo pożądane doprecyzowanie. Posiadacze praw od lat wiedzą, że bezpieczne przystanie są dwudziestowiecznym rozwiązaniem problemu XXI wieku. Niezbędna pomoc w celu ochrony nowo powstających firm przed odpowiedzialnością w latach 90-tych, ale przestarzała i niesprawiedliwa do wykorzystania przez dzisiejszych światowych gigantów technologicznych.

Po drugie, dyrektywa ustanawia podstawową zasadę prawną – proporcjonalnego wynagrodzenia dla twórców. Jest to szczególnie ważne dla twórców audiowizualnych – reżyserów filmowych i telewizyjnych oraz scenarzystów – którym obecnie brakuje siły negocjacyjnej, aby zapewnić sprawiedliwy udział w sukcesie projektu, nad którym pracowali i który przyczynił się do jego rozkwitu.

„PRAWA AUTORSKIE I PRAWA AUTORÓW DOTYCZĄ WOLNOŚCI TWÓRCÓW DO WYKONYWANIA SWOJEJ PRACY. UMOŻLIWIAJĄ ONE SZANOWANIE TWÓRCÓW ZA ICH TALENT, DŁUGIE GODZINY PRACY ORAZ POT I ŁZY, KTÓRE TOWARZYSZĄ ICH TWÓRCZOŚCI”.

~ GADI ORON, CISAC.

Reżyserzy i scenarzyści wnoszą istotny wkład w utwory audiowizualne oraz ogromną gospodarkę i miliony miejsc pracy, które wspierają. Uznanie ich prawa do proporcjonalnego wynagrodzenia jest ważnym krokiem w kierunku skorygowania wspomnianej niesprawiedliwości.

Dyrektywa przynosi również coś, czego twórcy od dawna sądzili, że brakuje im w środowisku cyfrowym, coraz bardziej kontrolowanym przez kilka platform globalnych – większą swobodę i większą kontrolę nad ich twórczą przyszłością.

Prawa autorskie i prawa autorów dotyczą wolności twórców do wykonywania swojej pracy. Umożliwiają one szanowanie twórców za ich talent, długie godziny pracy oraz pot i łzy, które towarzyszą ich twórczości.

Ta wolność nie pociąga za sobą żadnych kosztów dla konsumentów, pomimo powodzi wprowadzających w błąd twierdzeń przeciwników dyrektywy. Nie ma zakazu tworzenia memów; nie ma cenzury ani złamanego Internetu.

Dyrektywa to dobra wiadomość dla świata cyfrowego. Doprowadzi ona do tego, że dzieła twórców będą lepiej wyceniane w sieciach cyfrowych, a twórcy będą otrzymywać sprawiedliwsze wynagrodzenie.

To prawdziwy postęp. I jest to wyraźny sygnał ze strony Europy dla rządów na całym świecie.

źródło: musicbusinessworldwide.com
tł. Beata Ejzenhart