INTERNET, PRAWO

Internet siecią coraz większych ograniczeń

Nasz obecny wiek jest określony przez internet. Internet – technologia, która pozwala na zdecentralizowane, zglobalizowane rozpowszechnianie informacji – stał się tak głęboko zakorzeniony w życiu człowieka, że ​​dostęp do niego jest teraz uważany za podstawowe prawo człowieka. Jako medium innowacji, obdarował nas wspaniałymi rzeczami tak różnorodnymi jak Uber Eats i Tinder, nie wspominając o ułatwieniu skoków kwantowych w przemyśle i środowisku akademickim.

Jednak, jak każda wystarczająco złożona technologia, internet stworzył poważne i nieprzewidziane efekty zewnętrzne. Najbardziej naglącym z nich jest potencjalnie nieodwracalny spadek wolności człowieka – internet ułatwia obecnie ograniczenie przeciętnego człowieka do prowadzenia życia wolnego od interwencji rządu lub korporacji. Nie jest to abstrakcyjny alarmizm – społeczne znaczenie Internetu rośnie równolegle z wolą polityczną i technologią niezbędną do nałożenia ograniczeń na to, w jaki sposób jest on wykorzystywany.

Wolność, luźno zdefiniowana, to zdolność do działania w wybrany przez ciebie sposób, bez przymusu lub ingerencji – im więcej możesz zrobić bez cenzury, czy to ze strony państwa, czy współobywateli, tym bardziej jesteś wolny. Większość z nas zgadza się, że wolność słowa, w szczególności, ma wiele użyteczności społecznej – pomimo wojen kulturowych, pocieszające jest wiedzieć, że prowadzenie politycznego bloga nie zakończy się pobytem w obozie reedukacyjnym lub kulą z tyłu głowy.

Niestety, zgodnie ze sprawozdaniem rocznym niezależnej organizacji na rzecz wolności i demokracji z 2018 r. Freedom House, wolność jednostki wydaje się podlegać znacznemu przymusowi na całym świecie z różnych powodów, w tym wojny domowej, głodu, wzrostu niedemokratycznych reżimów i zakorzenionej korupcji instytucjonalnej. Raport zawiera konkretne odniesienie do tłumienia swobód, które miały miejsce zarówno w Rosji, jak i w Chinach, dzięki technologii internetowej i internetowej. Nie jest to zbieg okoliczności: charakter sposobu, w jaki informacje i dane są przesyłane przez sieć internetową, służy przyspieszeniu rozwoju narzędzi cenzury i tłumieniu pewnych informacji w celu realizacji celów politycznych. Cytując raport bezpośrednio – kontrola państwa nad internetem i mediami społecznościowymi może prowadzić zarówno do cenzury, jak i do aktywnej manipulacji informacjami w celu promowania przesłania reżimu, jednocześnie dezorientując użytkowników kłamstwami i fałszerstwami. Oznacza to więcej korupcji, niesprawiedliwości i bezkarności za nadużycia państwowe.

Każdy, kto choćby pobieżnie rozumie rosyjską lub chińską politykę, wie, że trwająca cenzura państwowa jest ukrytym celem reżimu, rzekomo mającym na celu zapewnienie stabilności społecznej. Najbardziej rzucającym się w oczy przykładem jest Great Firewall w Chinach: niezwykle wyrafinowane połączenie oprogramowania i ręcznej cenzury, działające w porozumieniu z mediami państwowymi, aby sprawować niemal całkowitą kontrolę nad tonem i rodzajem informacji dostępnych dla chińskich obywateli. Jest trochę przygnębiający mem o tym, jak chińscy gracze mają skłonność do nagłego wyłączania się – tudzież przechodzenia w tryb offline, jeśli spamujesz je słowami lub frazami zakazanymi przez partię komunistyczną, np. Plac Tiananmen.

Rosja bawi się podobną koncepcją, przekierowując cały ruch internetowy na trasę wewnętrzną, pod pretekstem przygotowań do ewentualnego globalnego przestoju Internetu. Podczas gdy odporność sieci jest powszechnym celem bezpieczeństwa, fakt, że cały ruch zewnętrzny (tj. informacje przepływające między Rosją a światem zewnętrznym) muszą przechodzić przez kontrolowane przez rząd punkty kontrolne, jest z pewnością mechanizmem, który będzie wykorzystywany do celów wywiadowczych – państwo rosyjskie będzie mogło odmówić dostępu do materiałów nieobjętych sankcjami państwowymi pod pretekstem bezpieczeństwa cybernetycznego. Być może zastanawiasz się, co jeśli Rosja zdoła stworzyć jeszcze bardziej restrykcyjną zaporę ogniową niż Chiny? Wiemy już, że są to autokratyczne, nieliberalne reżimy.

Jednakże, podczas gdy wiele uciskających reżimów próbowało wprowadzić mechanizm kompleksowej cenzury w przeszłości, cenzura Internetu jest zupełnie inną bestią. Po raz pierwszy w historii ludzkości komunikacja zbliży się do osobliwości, w której niemal wszystkie nieoficjalnie przekazywane informacje będą miały miejsce za pośrednictwem protokołu IP (protokół internetowy, zdefiniowany standard przesyłania danych przez sieci internetowe). Ponieważ komunikacja staje się coraz bardziej scentralizowana za pośrednictwem tego pojedynczego kanału, stanie się technicznie możliwe monitorowanie i sterowanie większą częścią całej komunikacji. Podstawowe pytanie brzmi zatem: jeśli twój rząd nie ma (lub nie powinien) mieć prawa do monitorowania fizycznej komunikacji, w jakim stopniu powinien mieć prawo do monitorowania komunikacji cyfrowych? A w krajach, w których w konstytucjach obowiązuje przepis dotyczący wolności słowa (np. USA): w jakim stopniu konstytucyjnie dopuszczalne słowa lub treści mogą być ograniczone w kanałach internetowych?

Obserwowane w izolacji, autorytarne środki podjęte w Chinach i Rosji nie wskazują natychmiast na egzystencjalne ryzyko dla wolności w innych miejscach. Niektórzy twierdzą, że obywatele obu krajów mogą nadal wysyłać swoje skargi na temat reżimu i osobiście omawiać werbalne tematy polityczne, skutecznie rezygnując z kanałów podlegających cenzurze państwowej lub korporacyjnej. Ale to nie odnosi się do sedna problemu: ile wolności słowa naprawdę masz, gdy nikt cię nie słyszy? Ponieważ ogromna większość wpływowej komunikacji jest prowadzona cyfrowo, ile z twojej wolności słowa pozostaje, gdy jesteś wykluczony z korzystania z jakichkolwiek platform cyfrowych stanowiących podstawę dyskursu społecznego?

Zdecydowanie anty-technologiczny Theodore Kaczyński, znany również jako Unabomber, poczynił przewidywalne spostrzeżenie, że argument rezygnacji („opt-out“) jest błędny na poziomie społecznym: w praktyce nie ma znaczenia, czy dana osoba ma prawo zrezygnować z jakiejkolwiek konkretnej technologii, gdy przyjęcie tej technologii stało się normą społeczną. Każdy może swobodnie unikać posiadania samochodu, ale amerykańska infrastruktura transportowa jest mocno nastawiona na budowę i utrzymanie dróg. Nie decydując się na jazdę, masz dużą wadę praktyczną, gdy jazda jest normą. Internet jest infrastrukturą przyszłości – w pewnym momencie nie będzie już można uniknąć korzystania z technologii internetowych, a co za tym idzie mechanizmów kontroli treści i dyskursów stosowanych w tych technologiach przez niezdarny i niepoprawny technologicznie stan .

Dyskusja o podobnym charakterze szaleje w USA od pewnego czasu, szczególnie w odniesieniu do prawa prywatnych platform mediów społecznościowych do odmowy dostępu osobom, które rzekomo naruszają ich wewnętrzne zasady lub wytyczne. (Alex Jones, z InfoWars, jest jedną z takich wybitnych ofiar.) Podczas gdy Rosja i Chiny określają, co stanowi akceptowalną treść, monitorując Internet na poziomie sieci, większość obywateli państw zachodnich zbiorowo wzruszyła ramionami na fakt, że cenzura przekształciła się w podstawową funkcję potworów mediów społecznościowych, takich jak Facebook i Twitter. Ale nikt się tym nie przejmuje, dopóki ich strona na Facebooku nie zostanie zablokowana za naruszenie standardów społeczności.

Alexander Blum wszechstronnie analizuje argument przeciwko cenzurze mediów społecznościowych w niedawnym eseju: kiedy plac publiczny staje się kontrolowany przez prywatne i w dużej mierze niewytłumaczalne jednostki, kto może powiedzieć, jakie formy mowy mogą być arbitralnie zabronione jutro? Blum jest zdania, że lewicowi, postępowi obywatele powinni być całkowicie przeciwni cenzurze platformy, ponieważ sami mogą być poddani cenzurze w przyszłości. Jednakże, podczas gdy prywatne platformy mediów społecznościowych cenzurują się same, podlegają również cenzurze ze strony otoczenia regulacyjnego, w którym działają. Poziom platformy jest tylko jednym z wielu w hierarchii, która zaczyna się od sieci bazowej i kończy się na systemach nadzoru, które monitorują i zestawiają dane z wielu prywatnych platform.

Facebook podejmuje obecnie samoregulację, aby zakazać wszelkiego białego nacjonalizmu i białej supremacji[1], czekając na decyzję rządu australijskiego co do zakresu jego prawnego obowiązku monitorowania i usuwania ekstremistycznych treści, które mogą być rozpowszechniane za pośrednictwem w dużej mierze nienadzorowanej funkcji transmisji na żywo. Jak przyznaje sam Facebook, trudno jest ustalić, kto właściwie jest białym supremistą. Zakaz chwalenia Hitlera? Prawdopodobnie jednoznacznie dobra rzecz. Czy nie wolno krytykować niektórych aspektów lub konsekwencji masowej imigracji? Nie tak bardzo.

Symbiotyczna relacja między autocenzurą a reaktywną interwencją rządu mogłaby, ogólnie rzecz biorąc, być wspierana przez ruchy postępowe, które Blum identyfikuje w swoim dziele. Choć może mieć rację, obawiając się, że kosa deplatformingu[2] może pewnego dnia dosięgnąć lewicę, obecnie zbiera nieproporcjonalną liczbę prawicowców. Analiza politycznego uprzedzenia wskazanego przez zakazy Twittera sugeruje, że Twitter (podobnie jak wiele innych platform, które pojawiły się w Dolinie Krzemowej) ma nieodłączne progresywne skłonności i nie ma powodu, by sądzić, że to uprzedzenie będzie samo-korygujące. Jeśli rządy wykazują tendencję do ograniczania treści – tak jak robią to prywatne platformy – trudno przewidzieć przyszłość, w której platformy te staną się bardziej neutralne politycznie niż obecnie.

Co najbardziej niepokojące, Internet ma również tendencję do przyspieszania rozwoju technologii, które umożliwiają fizyczny nadzór i inne rodzaje monitorowania niezwiązane z samym Internetem. Chiny ponownie stanowią dystopijny przykład ze swoim gotyckim systemem kredytów społecznych, który pozwala rządowi oceniać obywateli oraz karać zachowania antyspołeczne. Przed pojawieniem się Internetu taki system nie byłby wykonalny: wymaga ogromnej ilości danych i zdolności obliczeniowej do przetwarzania takich danych w znaczący i wydajny sposób. Internet pozwala różnym chińskim departamentom rządowym komunikować się ze sobą i aktualizować wyniki kredytów społecznych. Taka karna metoda oceny życia społecznego nigdy nie mogłaby być możliwa bez wszechobecnych, natychmiastowych środków przesyłania dużych ilości danych.

Zachodnie rządy eksperymentowały również z podobnymi systemami. Akt Patriot Act przyznaje amerykańskim agencjom wywiadowczym potężne uprawnienia do zbierania danych o obywatelach USA, aby zapobiec atakom terrorystycznym na amerykańską ziemię. Podczas gdy cele systemu kredytów społecznych i monitorowania zachowań NSA są zupełnie inne, rząd USA jest doskonale zdolny do gromadzenia i analizowania zindywidualizowanych danych przez podglądanie ruchu internetowego (takich jak rozmowy telefoniczne i zapisy bankowe). Prawo do komunikowania się i udostępniania danych online bez nadzoru ze strony rządu zostało zmniejszone, być może nieodwracalnie. W Australii zaproponowano przepisy, które zmusiłyby dostawców szyfrowanych usług komunikacyjnych do rozwijania dostępu do drzwi dla agentów rządowych, dzięki czemu ogromna ilość prywatnych treści mogłaby być monitorowana przez agencje wywiadowcze. Zdolność rządów demokratycznych do zmuszenia dostawców usług internetowych lub platform do działania w taki sposób jest często funkcjonalnie podobna do bezpośredniej kontroli rządowej: macki państwowego nadzoru nad sobą powoli owijają się wokół codziennego korzystania z Internetu.

Zakres cenzury online również wyraźnie przekroczył wszystko, co może być konieczne do poprawy bezpieczeństwa narodowego. Dyrektywy europejskie Artykuły 11 i 13 wykazały, że Unia nie waha się nakładać rozległych (i prawdopodobnie źle zdefiniowanych) obowiązków na platformach internetowych, pod groźbą znacznych kar: tak zwany podatek linkowy i filtrowanie praw autorskich wymagane obecnie od dostawców platform były nie do pomyślenia na początku ery Internetu. Niesławny zakaz pornografii brytyjskiej demonstruje zdolność państwa do jednostronnego narzucania ograniczeń treści do woli – podobnie jak blokowanie 4chan, 8chan i innych stron internetowych zawierających manifest strzelca Christchurch przez nowozelandzkich dostawców Internetu, w następstwie tragedii w Christchurch. Chociaż te przykłady nie sugerują żadnego rodzaju spisku przeciwko wolności, demonstrują kluczowy punkt. Kiedyś możliwe było uzyskanie dostępu do danych i treści przez Internet bez nadzoru ze strony rządu ani ograniczeń. To już nie jest przypadek. Kilka rządów wykazało tendencję do podejmowania działań reaktywnych i narzucania cenzury bez demokratycznych konsultacji, pod auspicjami istniejących przepisów dotyczących mediów i komunikacji. Ustawodawstwo, które nigdy nie miało być stosowane w Internecie, jest obecnie wprowadzane do treści internetowych, gdy tylko jest to uzasadnione politycznie – na przykład brytyjski zakaz pornografii mógł powstać tylko dlatego, że dobrze się sprawdza.

Internet był pierwotnie postrzegany jako antidotum na cenzurę i kontrolę państwa – głównie dlatego, że kiedyś funkcjonalnie niemożliwe było monitorowanie lub kontrolowanie czegokolwiek poza fizycznym dostępem do łącza internetowego i brakiem przepisów dotyczących korzystania z technologii internetowej. Jednak zarówno wola, jak i możliwość ograniczenia rodzajów informacji, do których obywatele mogą uzyskać dostęp przez Internet, nigdy nie były większe – nawet jeśli sam internet nigdy nie był ważniejszy. Fakt, że niektóre platformy mediów społecznościowych decydują się na upolitycznienie autocenzury, jest tylko jednym z przejawów większego i bardziej przerażającego trendu.


[1] Biała supremacja – ruch uznający białą rasę za wyższą od ludów należących do innych ras.
[2] Deplatforming – polega na usunięciu czyjegoś dostępu do kanału dostarczania wiadomości odbiorcom. Może obejmować nie tylko zablokowanie użytkownika lub zaprzestanie świadczenia usługi, ale także usunięcie wszelkich istniejących treści utworzonych wcześniej przez użytkownika na stronie lub w serwisie. Termin ten jest zwykle używany w odniesieniu do platform mediów społecznościowych, takich jak Facebook, Twitter i Instagram, gdzie właściciele witryn zablokowali użytkowników, których komunikacja została z jakiegoś powodu uznana za niedopuszczalną. Deplatforming może również odnosić się do usuwania użytkowników z innych rodzajów usług. Można na przykład powiedzieć, że dostawcy chmur i dostawcy usług internetowych dezaktywują kogoś, gdy usuwają użytkownika, aby zapobiec rozpowszechnianiu określonego rodzaju treści, takich jak mowa nienawiści.
źródło: aeromagazine.com
grafika: pic: beautifulpeoplemagazine.com/2018/02/18/new-internet-police/
tł: Beata Ejzenhart